mój

codziennik

 
 
Wiersze III

 "jeśli kiedyś"

dla L.G.

jeśli kiedyś znów zabłądzę sama z sobą
wciąż z zamyśleń wyplatając nić Ariadny
ty melodią mnie sprowadzisz nastrojową
twoje wiersze i nostalgia w nich wystarczy

jeśli kiedyś znów odnajdę siebie w sobie
zwyciężając nie mityczne minotaury
rytmem z pieśni poprowadzisz, prostym słowem
wszystkim cieniom w koło dasz tęczowe barwy

jeśli kiedyś los pozwoli na spotkanie
gdy nie będzie nas już dzielił szklany ekran
zadbam aby pozostało chociaż dla mnie
jedno zdjęcie gdy się śmiejesz mówiąc przestań

"idę dalej"

rozdrabniając się na autostradzie życia
zagubione w skrzyżowanych chcąc odnaleźć
dziś poprzestać już zamierzam na zachwytach
że coś piękne w świetle słońca nim cień padnie

rozdrabniając się na drobne bez potrzeby
byle tylko święty spokój cisza wkoło
czas oszukam by na nowo życie przeżyć
lub powierzyć trudne sprawy innym dłoniom

rozdrabniając się zwyczajnie po swojemu
nawet nie jak sztuczna perła gdy przed wieprze
porzucona pewnym skutkiem jest obłędu
idę dalej zachłystując się powietrzem

"nazbierało się"

nieistotnych spraw tak wiele
rozżalonych krzykiem ciszy
powpadało między cienie
dawnych myśli

słów rzucanych w jednym celu
brzmiących ostro wbrew nawiasom
nazbierało się z zamętu
w locie marznąc

z gestów miękkich o poranku
nasyconych treścią mroku
w melancholię otulony
nastał spokój

"nie nazwę"

dziś samotnością już nie nazwę
stanu z zamyśleń splecionego
bezdomną szklankę po herbacie
dogania przeszłość

dziś samotnością już nie nazwę
monotonnego dnia bez burzy
kiedy sumienie duszę szarpie
chcąc się przysłużyć

dziś samotnością już nie nazwę
szlaków na szybie palcem dzieci
narysowanych żeby mamie
słońce zaświecić

"tobie"

przestaję szukać, słów już dzisiaj
nie umiem wkładać między wersy
zgubiłam pióro, nikt nie słyszał
jak skowyt duszy płoszy przedświt

przestaję szukać, traci wartość
aromat wonnej kawy rankiem
zasnęła róża z głową martwą
skruszyłam z płatków układankę

przestaję szukać, zmierzchu pora
w końcu urzekła mnie miękkością
tęczę z motyli skryję w dłoniach
jej barwy ciemność twą rozproszą

"przez życie"

inspiracja wierszem "Zestarzałem się już trochę"

autor Leon Gutner

kiedy lata szybciej mijają
zamazując obraz za oknem
zapisuję chwile najbardziej
istotne

kiedy włosy wcześniej siwieją
troskom chętne wybiec naprzeciw
z kurzych łapek słowa wybielam
korekty

kiedy myśli lgną już do ziemi
jednolitym snując się torem
twoim słowem zorze rozpalam
wieczorne

"gdy nadchodzi"

niespodziewane gdy nadchodzi
kiedy się zbliża tuż o zmroku
bywa przekąskiem myśli głodnych
w półszeptach kroków

niespodziewane gdy nadchodzi
wiedząc że nic już do stracenia
nie ma właściciel siwych skroni
pozwala mniemać

niespodziewane gdy nadchodzi
wraz z filiżanką czarnej kawy
miękko się tuląc do twych dłoni
odmienia prawdy

"przerwana tama"

Nie budowałam barier z milczenia
dla spraw wciąż błahych, zwykłych, codziennych.
Nie potwierdzałam, krzykiem istniejąc
gdy mrok bezmierny.

Nie budowałam muru z niewiedzy,
gdy cement innej miał służyć sprawie.
Dnia nie kończyłam rzucaniem kielni
nim mchem nastanie.

Nie budowałam zamków na piasku,
gdy rzeczywistość w okno pukała.
Kamień węgielny oniemiał w sacrum.
Przerwana tama.

 

"***"

odczekałam już swoje w tej kolejce nie-życia
stół dorobił się dołków w linie nie-papilarne
za odciski na skroniach cierpią zmarszczki w policzkach
w dłoni siły zabrakło grzywki nikt nie odgarnie

zadeszczyło mnie lato, jesień zwiędła za oknem
roztopiła się zima w szaroburej kałuży
zanim zjawił się marzec kotom posiwiał płotek
wiosnę jakoś przespałam zamki z lodu chcąc skruszyć

zapomniało niesforne że gdzieś kiedyś z plecaka
jeszcze pragnąc się wyrwać na wyprawę w nieznane
nauczyło się pękać chociaż kamień by płakał
jeszcze bije rytmicznie często dratwą łatane

 

"tych drzwi nie umiem dziś otworzyć"

Cioci

R.I.P- 05.05.2009 - 3.00 w nocy

Tych drzwi nie umiem dziś otworzyć.
Nim znów cię spotkam, musi starczyć
cicha zaduma i skłon głowy
w odpoczywaniach wiecznych naszych.

Już w telefonie brak numeru.
Nie dzwonisz, że ze zdrowiem ciężko.
We śnie przeraża czarna czeluść
z godzinek chleba powszedniego.

Tych drzwi nie umiem dziś otworzyć.
Dokoła wszystko takie szare.
Czas bezrozumny ból ukoi
gdy anioł muśnie posiwiałe.

Więc dzisiaj jeszcze się nie żegnam.
Nim pamięć zwiedzie na manowce
ty w mojej musisz jeszcze przetrwać,
zanim też ruszę w tamtą drogę.

 

"wybieram samotność"

Postanawiam milczeć. Obserwując jednak
nieudolność gestów z tańca marionetek
wciąż jestem świadoma, że istnieje przepaść
między ja, ty, razem, na jak długo, nie wiem.

Więc nie mówię. Ale prawdę bezlitosną
wkłada w ręce zwykły, codzienny przypadek.
Gdy kwiat zaniedbany trudno mu urosnąć,
a obiad wystygły nie jest już obiadem.

To niewiele zmienia. Spostrzeżenie samo
ciśnie się na usta, które zaciśnięte.
Życie to nie teatr mruczy cicho radio
wokół serca tworząc mimowolną pętlę.

Wybieram samotność. Mimo wszystkich zdarzeń
które należało wymazywać chyłkiem,
czas po tylu latach opróżnić szufladę
z ciężaru doświadczeń. Postanawiam milczeć.


"w brzmieniu sonaty"

z monotonnego gwaru za oknem
w poszukiwaniu czasu przyszłego
dźwięk skrzypiec dotarł do mnie łagodnie
odświeżył przeszłość

w chwil mimowolnych zakłopotaniu
w zaróżowioną świeżość poranka
wzbił się z tęsknotą i myślom zaniósł
by w duszy załkać

delikatnością dźwięków wzruszone
słowa spłynęły nim się wyłonił
w brzmieniu sonaty z dawnych lat chłopiec
z bukietem w dłoni


"odnaleźć cel"

()Mogę być tylko przestrzenią,którą wypełniasz()
- Kalina Kowalska Jerozolima, dzień pierwszy -


trudno poprzestać na wrażeniu
że człowiek pyłkiem we wszechświecie
gdy ziemia mknie po własnym kręgu
w warkoczach komet ślady wgnieceń

niełatwo będąc ateistą
zaprzeczać oczywistym faktom
że ktoś przed nami stworzył wszystko
półprawdy łączyć wiary dratwą

lecz jeśli w dłoniach kwili pisklę
wypadłe z gniazda tuż po burzy
rozpala duszę jedna z iskier
i dzień przestaje się już dłużyć


"nim świt odsłoni"


tworzę zapasy z cudzych myśli
ukrytych wspomnień w dzbanku kawy
by złożyć w słowa obraz czysty
zanim zostawisz

płoszę z rozmysłem stare cienie
wciąż mieszkające na dnie szklanki
z codziennych rozmów znika nie wiem
kiedy czas nagli

milknę wchłaniając szepty z martwych
książek spragnionych już dotyku
nim świt odsłoni nowe karty
zwyczajnie przytul


"na pokuszenie wiodły słowa"

na pokuszenie wiodły słowa
wśród częstych spojrzeń czas przemykał
z zachwianej wiary pragnął zostać
tłem dla muzyka

na dróg rozstajach nić Ariadny
mogła rozjaśnić ciemne kąty
by wrócił aby znowu zalśnić
wersem wymownym

na pokuszenie wiodły słowa
z niedopowiedzeń splatał w ażur
szeptane w mroku chcę spróbować
w trzynastym z taktów


tańcząc wśród myśli splatał w obraz
nieogarnięte dotąd ramą
na białej kartce kwitło zostań
nadal nieśmiało

na pokuszenie wiodły słowa
przynosząc weny ciche tchnienie
pech na przystanku szczęście spotkał
treścią brzemienne


"bywa że jeszcze"

bywa że jeszcze gubię się w tęsknotach
niciom Ariadny nadeptując końce
gdy nie pomaga słowikowy koncert
ciągle w nadziei że łut szczęścia spotkam

w świętym milczeniu odnajduję spokój
topiąc kłopoty niczym w szklance wody
słodycz kryształu gdy życie zawodzi
tkwię zaplątana w wizje astrologów

bywa że jeszcze odnajduję słowa
już zapomniane bo brzmiały niezręcznie
w cieniu spuszczonych i zanim odszedłeś
aby powroty mogły znów smakować


"pan pamięta proszę pana
"

Dzięki panie T
zapomniałam, że kończy się wiosna



pan pamięta proszę pana gdy w sukience
z której maki biegły prosto w pana dłonie
dzień się maił aż po wieczór nieprzytomnie
chłodem dłoni pan wyzwalał słodkie dreszcze

pan pamięta proszę pana zapach brzoskwiń
słodycz soku tak kuszącą w ust kąciku
gdy niechcący miałam nowy